Witajcie, a więc zanim zacznę pisać powiem, że chcę zacząć od Johanny. Dlaczego Johanna? Sama nie wiem. Postaram się opisać historię tej postaci jak najlepiej umiem i może już zacznę.
Jak zawsze o świcie obudził mnie cholerny kogut jedynej osoby, którą stać na kury w dystrykcie siódmym. Było tak cholernie zimno, że wyszłam na przedsionek naszego małego domku opatulona kołdrą. Zawsze kiedy wychodzę wyglądam przez okno. To, co widzę nigdy mnie nie pociesza. Jak zwykle zachmurzone niebo, głodne dzieci żebrzące na kolanach wokół domów, wychudzone zwierzęta, drwale zbierający się do pracy. Wszystko jest jakieś takie... Dziwne. Wszystko jest takie cholernie pogmatwane, a wydawałoby się, że powinno być takie cholernie proste. Dystrykt siódmy = Drwale. Drwale = DRZEWA. DRZEWA = LAS. LAS = ZWIERZĘTA. ZWIERZĘTA = JEDZENIE!
Niestety nawet, gdyby ktoś umożliwiłby nam polowania, zwierzęta w końcu by wymarły, a ludzie byliby w mniej więcej takiej sytuacji jak teraz. Zawsze można chociaż wyobrazić sobie odrobinę szczęścia spowodowanego przez krótki okres bez głodu w dystrykcie.
Kiedy udałam się do kuchni moja mała siostrzyczka Amy i tata powitali mnie ciepłymi uśmiechami. Amy była taka niewinna, urocza... Tylko ona potrafiła rozgrzać moje twarde, bezduszne serce. Mimo, że miała tylko dwa i pół roku, wydawało mi się, że wie jaki miał nastąpić dzień. Tego dnia miały nastąpić dożynki. Amy podeszła na swoich krótkich nóżkach i podała mi małą, biało-różową stokrotkę.
-Dla ciebie, Ana.
-Dziękuję Stokrotko.
Moja siostra nigdy nie umiała powiedzieć mojego imienia. Czasami traciłam nadzieję, że w końcu się nauczy i cieszyłam się ze zdrobnienia, które mi nadała.
Mój tata to jakby przeciwieństwo Amy i mnie. Gdyby moja siostra stanęła mi na głowie, ciągle by nas przewyższał o jakieś 40 centymetrów, Jego mięśnie mogły przerazić niejednego dobrego drwala z dystryktu. Natomiast ja? Niewielka postać, sięgająca najwyżej pach mojego taty, całkiem chuda (skutki braku jedzenia), oczy w kolorze zgniłego brązu i ciemne włosy. Amy miała króciutkie, jasne włosy i oczy w kolorze wrzosu kwitnącego na wiosnę... Ach, wrzos... Cóż za piękny kolor...
Mama miała takie same oczy jak Amy. Kiedy trzymała moją małą siostrzyczkę na rękach wyglądały jak dwa kwiaty. Nie chcę mówić więcej o mamie. Zaczynam się rozklejać, a to nie wróży nic dobrego.
Wróćmy do rzeczywistości. Tata kiwnął głową na naleśniki, które jeszcze ciepłe, czekały na mnie obok syropu klonowego na stoliku. Wiedział co może mnie pocieszyć. Jednak zaraz pomyślałam o...
-Skąd wziąłeś składniki na to wszystko, tato?
-Amy, niech to będzie nasza słodka tajemnica.
Mała Stokrotka podeszła powoli do taty i przytuliła się do jego łydki.
Uśmiechnęłam się nerwowo i zjadłam kilka sztuk. Resztę zostawiłam dla mojej wyraźnie zadowolonej siostry. Zakłopotana pobiegłam do pokoju i zaczęłam przygotowywać się do wyjścia.
Tata zawsze bierze sobie wolne w dniu dożynek. Nawet gdy jeszcze nie brałam w nich udziału osobiście, także chciał urlop. Nigdy nie ukrywał przede mną prawdy, od początku mówił mi co się dzieje z tymi dziećmi. Mama była na niego za to wściekła. Pierwszy raz zabrał mnie tam, gdy miałam 10 lat. Pamiętam jak dziś twarze przerażonych dzieci, których imię może być wypowiedziane. Pamiętam oddechy ulgi ludzi, których dzieci mogły bezpiecznie wrócić do domu. Pamiętam krzyki i płacz matek, które prawdopodobnie już nigdy nie miały zobaczyć swoich pociech...
Wszystko powtarza się co roku. Żałuję, że nie ma ze mną mamy. Bardzo za nią tęsknię.
Po powrocie do kuchni Amy stała przygotowana do wyjścia, a tata już zakładał buty.
-Żartujesz sobie? Jak możesz ją tam zabierać?! Postradałeś zmysły?! To nie jakiś festyn, ale rzeź! Rzeź, tato!
Mimo moich krzyków Amy nawet nie drgnęła. Złapała mnie za rękę i zmusiła do wyjścia. Jak przez mgłę zobaczyłam łzę płynącą po poliku taty...
Droga przed pałac sprawiedliwości zajęła nam jakieś 10 minut. Amy, nieświadoma niczego dreptała powoli. Kiedy już zakończyła się identyfikacja, tata podszedł do mnie i zaczął mówić.
-Pamiętaj, są tam tysiące karteczek, nie wybiorą cie. Brałaś astragal tylko 3 razy, tylko 3. Kocham cię, córeczko. Kocham cię.
Delikatnie pocałował mnie w czoło, a ja utonęłam w jego szerokich ramionach.
Najtrudniejsze było chwilowe pożegnanie z Amy.
-Muszę na chwilę odejść Stokrotko, ale zaraz wrócę. Bardzo cię kocham, słyszysz.
-Ana idzie, papa?
-Zaraz przyjdę Stokrotko, za chwilkę.
Twarda jak skała odwróciłam się i poszłam do grupy moich rówieśników.
Nie myślałam o tym co może się za chwilę zdarzyć. Szepty ucichły. a ja nadal byłam myślami gdzie indziej. Nie miałam przyjaciół i nikt specjalnie się o mnie nie martwił. W jednym momencie spojrzałam na zmartwionego tatę, kiedy usłyszałam:
-Johanna Mason!
O nie...
I jak Wam się podoba? Dopiero zaczynam, więc jestem otwarta na każde follow for follow ;)
Julka
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz